Jakie życie jest piękne, a świat ciekawy…!

Okrzyk: „Jakie życie jest piękne, a świat ciekawy!” – wydarł się ze mnie w głębi jesiennego wieczoru, gdy nad Krakowem zalegał smog, a w gardle kiełkowała angina. Nieodpartą nostalgią napełnia mnie myśl o pochodzących z przed-Castrowskiej Kuby cygarach Henry Clay Habana. Ich zapalonym miłośnikiem był Ryduard Kipling – autor… Księgi Dżunglii. Ale dlaczego piszę o tym teraz, gdy do okien puka wiosna…?

No właśnie, kiedy słońce daje zgnębionej ludzkości nadzieję na lepsze czasy, dlaczego wspominam jesienną anginę? Odpowiedź jest prosta: ów moment szczęścia był na tyle krótki, że potrzebował dojrzeć przez całą zimę, abym zebrał dość materiału do stworzenia nowego wpisu 😉

A będzie o idealnym doświadczeniu cygarowym…

Złote Lambo? Dziękuję, pójdę pieszo

W tekście Mój modus fumandi: Kulturalna degustacja pisałem o swojej miłości do cygar. Miłość to, wydawać by się mogło, osobliwa. Szczególnie w czasach, gdy napiętnowane są wszelkie przejawy afektu dla wyrobów tytoniowych i – o zgrozo! – nawet na opakowaniach cygar zaczynają pojawiać się makabryczne obrazki, którymi (nad)opiekuńcze rządy chcą przestraszyć amatorów tytoniowego dymu.

Wbrew stereotypowym wyobrażeniom (o nich piszę w podrozdziale „Kilka słów o stereotypach” w Cygarowym Vade-Mecum) cygaro nie jest symbolem luksusu. Niech sobie ktoś jeździ złotym Lamborghini, jak ma na to ochotę, ale od cygar łapy precz! Cygaro to produkt rzemieślniczy, artystyczny, zakorzeniony w tradycji rodzinnej i w dziedzictwie kulturowym.

Czym jest cygaro? W swojej istocie jest ono atrybutem dobrego życia. Na tym mógłbym zakończyć, gdyby nie wieloznaczność słów „dobro” i „życie”. Pomijam rozważania teologiczne i filozoficzne, aby skupić się na aspekcie lifestylowym, czy też – uwaga – thinkstylowym, bo tak się to ponoć nazywa… 😉

Latający dywan, koń i deska surfingowa

Przeżywam właśnie drugi etap fascynacji cygarami. W pierwszym zalał mnie sztorm estetyczno-zmysłowy, a w chwilach, gdy ocean był spokojny, wyruszałem we wspaniałe podróże inspirowane doświadczeniem degustacji. Uchylę jednak rąbka szczerości, skrywanej zwykle za kurtyną autoprezentacji…

Czy pisząc o rejsach po Morzu Karaibskim byłem faktycznie w nastroju autochtona poskramiającego fale Oceanu Spokojnego na siermiężnym, lecz mocarnym prototypie deski surfingowej…? 

Czy odbywając podróż na latającym dywanie i włócząc się po uliczkach Fezu byłem jak ci zadowoleni z siebie brytyjscy turyści w skrojonych na miarę tropikalnych garniturach i śnieżnobiałych kapeluszach panama…?

I wreszcie, czy przemierzając konno prerie Dzikiego Zachodu miałem w oku błysk Johna Wayne’a i spokój siedzącego na porchu kowboja beznamiętnie szlifującego południową sztukę nicnierobienia…?

Oszczędzę Wam kolejnych trzech akapitów i odpowiem krótko: Nie. W pierwszym przypadku nie mogłem się skupić, bo miałem za dużo na głowie. W drugim było mi zimno, bo w lokalu zepsuło się ogrzewanie, a w trzecim siedziałem na niewygodnym krześle w hotelowej palarni nieprzystosowanej do degustacji cygara. W każdym z tych przypadków miałem mało czasu, a wobec nienawykłej do relaksu psychiki musiałem stosować gwałt, żeby w ogóle móc przeżyć to, co przeżyłem…

Co na to Kochanowski…

W takich okolicznościach dojrzewała moja koncepcja doskonałego doświadczenia cygarowego, będącego dopełnieniem idei dobrego życia. Ale co jest podstawą dobrego życia? Tu sięgamy do imponderabiliów, niech więc przemówi Mistrz z Czarnolasu:

Ale to grunt wesela prawego,
Kiedy człowiek sumnienia całego
Ani czuje w sercu żadnej wady –
Przeczby się miał wstydać swojej rady?

Temu wina nie trzeba przylewać,
Ani grać na lutni, ani śpiewać;
Będzie wesół, byś chciał, i o wodzie,
Bo się czuje prawie na swobodzie.

Te słowa wypisałem złotymi zgłoskami na tablicy swego serca i tej filozofii życia staram się trzymać. Dobre życie to takie, w którym radość płynie z wnętrza, a w nim panuje zgoda z Bogiem, ze sobą i z ludźmi…

Ale kogo gryzie mól zakryty,
Nie idzie mu w smak obiad obfity;
Żadna go pieśń, żadny głos nie ruszy,
Wszystko idzie na wiatr mimo uszy.

„Serce roście patrząc na te czasy” – pisał Kochanowski witając wiosnę.

… i Kipling

No, ale do rzeczy! Miało być o cygarach Henry Clay, a tu gadu gadu o wszystkim i o niczym… Henry Clay Habana, kultowa niegdyś marka, której nazwa pochodzi od nazwiska amerykańskiego męża stanu, była jedną z tych, które Rudyard Kipling wymienił w swoim poetyckim peanie na cześć cygar zatytułowanym The Betrothed.

Oryginalne logo marki Henry Clay.

„Jest pokój w cygarach Por Larrañaga, jest ukojenie w cygarach Henry Clay”  – pisał autor Księgi Dżunglii w wierszu, stanowiącym zapis trudnego wyboru pomiędzy dobrodziejstwem płynącym z degustacji kubańskich cygar a perspektywą ślubu z dziewczyną o imieniu Maggie, z którą dopiero co pokłócił się o swoje ukochane hawany.

Oryginalny pierścień (banderola) cygara Henry Clay w moim przedwojennym dzienniku miłośnika cygar. Powyżej współcześnie produkowane cygaro tej marki.

There’s peace in a Larranaga, there’s calm in a Henry Clay;
But the best cigar in an hour is finished and thrown away

Thrown away for another as perfect and ripe and brown 
But I could not throw away Maggie for fear o’ the talk o’ the town!

 „Jest pokój w cygarach Por Larrañaga, jest ukojenie w cygarach Henry Clay” – tłumaczę prozą – „ale nawet najlepsze cygaro kończy się po godzinie i ląduje w popielnicy; ląduje by zrobić miejsce dla następnego, równie doskonałego wiekiem i barwą; lecz nie mogę tak samo rzucić Maggie, gdyż boję się plotek, które napełnią całe miasto!”

„Jest ukojenie w cygarach Henry Clay” – słowa Kiplinga posłużyły za slogan reklamowy odrodzonej w Ameryce marki Henry Clay, należącej do firmy Altadis

Gdy spojrzymy na biografię pisarza, żyjącego – jak się zdaje, w zgodzie –  przez całe życie z jedną żoną, to okaże się, że cytowany wiersz to tylko żart poetycki. Wspominam o tym na wypadek, gdyby ktoś chciał posądzić twórcę o szowinizm… 😉

Przy okazji do poczytania dzieciom gorąco polecam zbiór bajek Kiplinga Just So Stories, wydany w Polsce pod tytułem Bajki, które trzeba opowiadać właśnie tak!

W sanktuarium dymu…

Jakie życie jest piękne, a świat ciekawy!

Doświadczenie degustacji cygara jest jak samotne stanięcie wobec majestatu gotyckiej katedry lub przynajmniej wobec kameralnego uroku barokowego kościółka. Czujemy się wówczas jakbyśmy byli w innym wymiarze. Przestrzeń napełniona jest wyrazami boskiej obecności, a my przemieszczamy się po niej w ciszy, jak po gładkiej tafli własnej duszy, nawiązującej kontakt z absolutem.

Pozostań w tym wyobrażeniu i dodaj do niego dowolny element według własnego uznania i natchnienia: słońce, zieleń wzgórz, rozciągnięty po horyzont lazur oceanu, nastrojowy zaułek na Montmartre lub w Sirmione nad jeziorem Garda… Trwając w tym wyobrażeniu zaczynasz widzieć tło idealnego doświadczenia cygarowego…

Pisałem już, że degustacja cygara jest jak podróż marzeń. To jest moje pierwotne doświadczenie cygarowe, które obecnie wzbogaca się o omawiany element dobrego życia. Trzymając w ręku cygaro, dotykamy tradycji, dotykamy wytworu rąk ludzkich, który graniczy z ideałem. Ten produkt nie jest dopełnieniem chwili, on ją tworzy. Idealne doświadczenie cygarowe to chwila w zaczarowanej enklawie dymu. Wokół toczy się życie, dzieci bawią się w ogrodzie, żona wesoło rozmawia z przyjaciółkami, a mężczyźni siedzą w milczeniu, bez reszty pogrążeni w doświadczeniu mistycznym, duchem przebywając w Sanktuarium Dymu… W wymiarze pełni, radości i rozkoszy wykraczającej daleko poza doznania zmysłowe.

Przypis: Taki opis pasował mi do obrazka, jest jednak jasne, że kobiety w taki sam sposób mogą doświadczać dobrodziejstwa idealnego doświadczenia cygarowego.

Cygaro to świat bez granic. W miłości dla cygar spotykają się osoby o różnych światopoglądach, a jeden z producentów – Rafael Nodal, twórca marki Aging Room Boutique Blends – twierdzi wręcz, że ilość konsumowanych cygar przekłada się na efektywność szerzenia pokoju na świecie. Z kolei Karl Malone – legenda NBA i twórca blendu La Aurora Barrel Aged by Karl Malone – pilnuje w swoim klubie cygarowym bezwzględnego zakazu rozmawiania o polityce, przy założeniu, że jego bywalcami są senatorowie i inne persony publiczne. Cygaro to swoista terra pacis, bezludna wyspa na oceanie życia, na której przebywają dusze napełnione pokojem, życzliwością i afirmacją. Tyle tytułem wstępu – bardziej szczegółowo o warunkach idealnego doświadczenia cygarowego napiszę kiedy indziej… 🙂

Appendix dla miłośników cygar

Pewnie domyślacie się, jakiego wyboru dokonał podmiot liryczny w wierszu Kiplinga 😉 Zwróćcie jednak uwagę na kilka szczegółów. Autor, obok wspomnianych Por Larrañaga i Henry Clay, wymienia także markę Manila, określając nawet moc cygar jako mild. Pojawia się format cheroot. Dowiadujemy się, że jego harem śniadych piękności (!) – jak określa swoją kolekcję cygar – wyposażony jest w pierścienie z wizerunkami pięknych kobiet, a jedna z nich posiada wifely smile. Dowiadujemy się także, że cygara docierają do niego nie tylko z Kuby, gdyż padają inne punkty na mapie, takie jak Java i Spanish Main. Autor wspomina nawet nuty smakowe występujące w cygarach! Pojawiają się mianowicie wanilia i herbata.

Przyjęło się, że poezji nie traktujemy jako źródła historycznego. O ile przekorny wątek miłosny możemy potraktować w tym wypadku z przymrużeniem oka, o tyle detale dotyczące cygar stanowią wartość nie do przecenienia! Tym bardziej, że cygarom nieczęsto poświęcano całe utwory i nie słyszałem też o porządnej monografii na ich temat…

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty… Na zdjęciu tytułowym wielkie marokańskie słońce uchwycone podczas jazdy na wielbłądach po Saharze (pewnie kojarzycie to zdjęcie z Facebookowego fanpejdża Manufaktury) Zdjęcia: Filip Obara

A jakie Wy macie zwyczaje, które pozwalają Wam poczuć, że dzięki prostej czynności zbliżacie się na chwilę do ideału? 🙂 Dajcie znać w komentarzach!

P.S. Przygotowywanie tekstu i robienie zdjęć cygara Henry Clay zajęło mi tyle czasu, że dopiero w zeszłą niedzielę znalazłem czas na degustację, której okoliczności szczegółowo opisałem na Facebooku Manufaktury.

18 thoughts on “Jakie życie jest piękne, a świat ciekawy…!”

  1. Widzisz nie jestem miłośnikiem cygar (po prostu, bez żadnych uprzedzeń), ale appendix przeczytałam. Piszesz w taki sposób, że mam ochotę wziąć je do ręki i “dotknąć tradycji, dotknąć wytworu rąk ludzkich, który graniczy z ideałem.” Lubię czytać twoje oryginalne wpisy 🙂
    P.S. Skąd sprowadzasz cygara?

    1. Z wielką radością czytam Twój komentarz! Fascynuję się cygarami, jednak nie prowadzę bloga o cygarach, lecz wkomponowuję je – a przynajmniej staram się – płynnie w swój styl życia, nie zapominając o kontekście kulturowym. Dlatego bardzo cieszy mnie, że – pomimo zrozumiałego braku zainteresowania tematem – znalazłaś coś dla siebie w tym tekście! 🙂

      Co do kupowania cygar – tu znowu zrobię autoreklamę, odsyłając do Cygarowego Vade-Mecum, rozdział “Pochodzenie, kupowanie, przechowywanie” 😉 – cygaro będące bohaterem tego wpisu przyjechało ze Stanów, a odkupiłem je od znajomego z forum cygarowego. Poza tym z kupowaniem w Polsce jest słabo, bo biznes cygarowy jest u nas stosunkowo młody i zdominowany dosłownie przez cztery firmy na krzyż, przez co standardy znacznie odbiegają od tych światowych… Przy założeniu, że cygaro nie powinno być pozbawione stałego dopływu wilgotności przez dłużej niż kilka godzin (max dwa dni) temat robi się kłopotliwy… 😉

      Pozdrawiam!

  2. Twój komentarz czytam z zainteresowaniem cmokając nad finezją języka, acz główny przedmiot opiewany…jest mi jak np. śniegi Alaski: wiem, że takowe są…życzę palących cygara czytelników.

  3. piękna reklama wyrobów tytoniowych, działa chyba podprogowo bo nie pierwszy to piszę… mimo iż nie palę to mam chęć tego cygara zasmakować

    1. Dziękuję za komentarz! 😉 Rzeczywiście tego typu – spontaniczna, szeptana, społecznościowa – reklama jest specyfiką przemysłu cygarowego, szczególnie przy założeniu, że legalne formy reklamy są ograniczone prawie do zera… Siłą napędową tego marketingu są tradycja, jakość, symbolika i kulturowe zakorzenienie produktu 🙂

  4. Pytanie tylko: czym jest ideał?

    Paląc cygara nie mam większych uniesień.
    Jak to gdzieś-kiedyś pisałem: palenie cygar to chwila relaksu, egoistycznie wykorzystany czas wolny, którego wciąż za mało. Cygaro pozwala mi na wyłączenie się na krótki moment z tego całego informacyjnego amoku, od spraw do załatwienia, snucia planów na przyszłość. Jest tylko tu i teraz w obłokach aromatycznego dymu. Leniwie, puff za puffem, kolejne smaki pojawiają się na palecie, śnieżkobiały popiół cieszy oko. Nic wtedy nie jest ważne, nic nie muszę…

    1. Dobre pytanie! I niełatwo udzielić na nie odpowiedzi… 😉

      W tym wypadku ideał pojmuję mało filozoficznie, a bardziej lifestylowo i “przemysłowo”. Cygaro jest dla mnie produktem, dzięki któremu z jednej strony mam poczucie, że lepiej się nie dało, ponieważ tyle pasji i troski ktoś włożył w ostateczny efekt; z drugiej – cygaro inspiruje mnie w sposób, który opisałem.

      Jak najbardziej czuję to, o czym piszesz. Nie zawsze mam siłę na przeżycie “podróży” podczas palenia… czasami degustacja pozwala mi po prostu być “tu i teraz”, skupić się na chwili, na każdym szczególe, na każdej nucie smakowej… Cygaro w niesamowity sposób wpływa na umysł, pozwala osiągnąć to, co określa się jako “mindfulness” (nie wiem, jaki jest trafny polski odpowiednik tego pojęcia…).

      Pozdrawiam i życzę wielu udanych degustacji!

  5. Filip po prostu nie można przejść obok Teojego bloga obojętnie, uwielbiam czytać Twoje wpisy. Słowa tak wywarzone i pełne treści jak kosz pełen jabłek zerwanych w sadzie. Chyba wiem jak to jest w prostej czynności odczuwać bliskość Tego Ważnego, tak mam gdy usiądę na łące i wpatruje się w niebo, podlewam kwiaty o poranku. Dziękuje za wspaniały wpis.

    1. A ja dziękuję za tak piękną metaforę w komentarzu! 🙂

      Pozornie bezcelowe siedzenie na łące, rytuał pielęgnacji przydomowej przyrody… to właśnie takie czynności!

      Życzę wielu podobnych chwil i mnóstwa inspiracji! 🙂

  6. Jako kobieta nie doświadczam żadnego dobrodziejstwa idealnego doświadczenia cygarowego.
    Bo nie palę.
    Jak można kochać cygara? No takiej miłości to ja nie rozumiem. Raczej jest bez wzajemności.
    Ciekawe ile zapłaciła Ci firma za reklamę? Zobaczysz, że niedługo i na cygarach będą makabryczne obrazki i co zrobisz?
    Będziesz dalej kopcił, znaczy się delektował w swoim sanktuarium?
    Jakie życie jest piękne, a świat ciekawy, ale chyba nie w kłębach dymu?
    No dobrze, już się nie pastwię nad Tobą 🙂
    Dla mnie życie jest piękne, jak siedzę w ogrodzie i patrzę na kwiaty. Właśnie kwitną bzy i intesywnie pachnie, ale nie cygarem.
    Kilka lat dzieliłam swoje życie między Polskę i Szwajcarię. Zawsze, kiedy wjeżdżałam na kolejną przełęcz i patrzyłam na alpejskie szczyty i bajkowe widoki, myślałam wtedy, jaki świat jest cudny, a życie piękne.
    Tekst jak zwykle lekko napisany, ale to chyba pod wpływem otumanienia dymem. No i się nalatałeś po Krakowie z tym cygarem, aby zdjęcia zrobic.
    Serdecznie pozdrawiam 🙂

  7. Dziękuję za komentarz i z chęcią podejmuję rękawicę! 😀 😉

    Pytasz, jak można kochać cygara? Odpowiem pytaniem na pytanie: A jak można kochać wino? Zastanawiając się nad odpowiedzią, poszperałem po internecie i znalazłem taki artykuł (napisany, nota bene, przez kobietę!):

    https://winefolly.com/update/why-love-wine/

    Podoba mi się pierwszy cytat: “Za co kochać wino… Jest ono jak miniaturowy wehikuł czasu zamknięty w butelce”. Podobnie jest z cygarem. Na miłość do cygar składają się: dziesiątki lat rodzinnej tradycji i troska, z jaką tworzony jest produkt oraz jego niesamowite oddziaływanie – i nie, nie jest to odurzenie! Wręcz przeciwnie, paląc cygaro stajemy się wyciszeni, skupieni i uważni, stan umysłu nie zmienia się, jak w przypadku odurzenia alkoholem, po prostu zyskujemy okazję pobycia sam na sam ze swoimi myślami.

    A co do “reklamy”, to życz mi, żeby ktoś chciał mi za to płacić!! 😀 😀 Marka Henry Clay nawet nie wie, że taki tekst powstał, a jakby wiedziała, to i tak nic by z niego nie zrozumieli! Ponadto cygara te są niedostępne w Polsce, więc i tak raczej nikt ich nie kupi 😛

    Na “pastwienie” odpowiedziałem, a teraz dziękuję za – jak zawsze – barwny i piękny komentarz. Jak najbardziej czuję i podzielam opisane przez Ciebie zachwyty, również te kwiatowe! Ale nie widziałem u Was tekstów o Szwajcarii… Chętnie bym coś poczytał/popatrzył 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

    1. No i nie dałeś się zapędzic w maliny-)
      Faktycznie, jak tu nie kochac wina, kiedy się jest w napiękniejszych rejonach winiarskich Australii, Italii czy Francji. Ty wiesz, że zawsze chciałam miec winnicę i małą ,cudowną winiarnię, gdzie rozbrzmiewa operowa muzyka, gdzie ogląda się piękne obrazy, przegląda książki o winie, no i oczywiście sprzedaje wino.
      Zaczynam rozumiec Twoją miłośc do cygar.
      Dobra, jeszcze trochę i ja zacznę palic cygara. Będę zabawnie wyglądac-)
      Stan umysłu nie zmieni mi się jak po winie? Ale płuca, zawsze się tam coś z tego dymu dostanie.
      Ty wyśli namiary na Twój blog do producenta cygar, nawet jak nie zna polskiego, to sobie przetłumaczy w internecie, oniemieje i dostaniesz sporo kasy-).
      Filip, do Szwajcarii jeździłam siedem lat, znam tam praktycznie każdy land , miasta znane i nieznane, Alpy, jeziora, nawet rejony winiarskie nad Jez.Genewskim. Mieszkałam docelowo w Zurichu. Pod Zurichem też się uprawia winorośla i produkuje wino. Mogę napisac przewodnik o tym kraju, kocham Szwajcarię zaraz po Australii i Italii. Zdjęcia robiłam wtedy w jpg kiepskim aparatem i nie nadają się na blog, a poziom trzeba trzymac.
      Możesz je znaleźc na moim profilu naFB, mam ich sporo w albumach, ale musisz poszperac.
      Serdecznie pozdrawiam-)

      1. Haha! 😀 No, nie dałem, ale przyznam, że lubię Twoje prowokacje, bo są niezwykle inspirujące i wyzwalają barwne opowieści!

        To, co piszesz jest kolejnym dowodem (nie dam Ci z tym spokoju!), że powinnaś spisywać swoje doświadczenia w formie krótszych impresji i obrazków ze świata! Na razie poszukam, co tam wrzucałaś na Fb… 😉

        No tak… winnica (nie mam tu Emoji, bo dałbym rozmarzoną buźkę…). Nie ukrywam, że winnica też przewija się przez moje myśli, ale są to już marzenia naprawdę high level 😀

        Odpowiadając na Twoje pytanie, stan umysłu nie zmienia się tak jak po winie, to znaczy nie dostajesz przypływu entuzjazmu i optymizmu! 😉 Ale zyskujesz to, co po angielsku nazywa się “mindfulness”. Cygaro wymaga skupienia i precyzji – żeby właściwie je otworzyć i równo rozpalić; skłania do skupienia – w intrygującym i fascynującym procesie rozpoznawania nut smakowych; a przede wszystkim inspiruje – dzięki podróży, jaką odbywasz na falach dymu!

        Pozdrawiam!

  8. Jak nie dostajesz optymizmu i przypływu emocji, to co to ma byc po tym cygarze?…“mindfulness”…a to ciekawe!
    Skupienie i precyzja, to tak jak po wkłuciu wenflonu, bo ja jestem służba zdrowia. A wkłucie się wenflonem wymaga skupienia, nie mówiąc o cewnikowaniu.
    Wiesz co, nigdy nie wpadłabym na pomysł wypalenia cygara przed cewnikowaniem ,oj byłoby jakoś mistycznie-).
    Podróż na falach dymu…ja sobie kupię cygaro, zapalę i zobaczymy gdzie odlecę. Jak do Doliny Barossa w Australii, to pozostanę Twoją dozgonną fanką i wielbicielką. Jak mi się zakręci w głowie i zostanę z cewnikiem w dłoni, to przepadasz w tych obłokach dymu!!
    Boże, jaki z Ciebie cygarowy romantyk-)
    Napiję się australijskiego shiraz, zapewniam Cię, że mój stan umysłu będzie wyśmienity!-)
    Z pozdrowieniami!
    Twoja wierna fanka-)…do czasu wypalenia pierwszego cygara;-)

    1. Wierna fanka na wagę złota! 🙂 To może lepiej nie pal, bo jeszcze ją w Tobie stracę!! 😉 Ale z tym medycznym porównaniem, to tym razem Ty odleciałaś! 😀 😛

      Uwielbiam shirazy! Inspirującego wina życzę i nie zapomnij wypić za moje zdrowie! 🙂

      A propos romantyzmu, pewnie nie wiesz, że jedna z marek cygarowych nosi nazwę… Lord Byron 😉

  9. Dobrze, nie zapalę!
    Nawet Lorda Byrona!!
    Ciekawe, czy on kopcił? Znaczy, czy palił cygara?
    Skandalista, kobieciarz, w wolnych chwilach piszący swoje dzieła.
    Pewnie pił i palił jak smok. Tylko wtedy powstają dobre utwory.

    No fakt ,odleciałam z tym medycznym porównaniem.Mogłam zamiast cewnika zabrac się za inna rurę, czyli np.zrobic płukanie żołądka;-)
    Tylko to też mało romantyczne!

    Wypiłam za Twoje zdrowie, shiraz z winiarni Rusden nie do pokonania i nie do dostania poza Australią.

    Miłego weekendu-))))

  10. Uff… 😉

    Za zdrowie wypite tym rzadkim shirazem dziękuję! 😀

    A co do Byrona, to skoro Mickiewicz, Norwid, Balzac i wielu innych oddawało się rytuałowi cygarowego dymu, to Byron nie mógł być gorszy!

    O cygarze wspomina w poemacie “The Island” oraz w jednym ze swoich listów, gdzie pisze: “I shall now smoke two cigars, and get me to bed…”, po czym następuje fascynujący dla mnie smaczek w tymże liście – Byron zachwala cygara z miejscowości… Havannah! (nie mylić z Hawaną) 😀 W taki sposób – dzięki Tobie! – odkryłem kolejną poszlakę cygarowych dziejów!!

    Pięknego dnia życzę! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.