Marzy mi się pracownia…

Brakuje mi cygar… Co za stwierdzenie! Dużą część bloga stanowią przecież teksty poświęcone temu hobby. Życie jednak – jak to życie – idzie swoim biegiem. Nie mam czasu – tak jakbym chciał, spontanicznie, na spokojnie. W ogóle nie mam czasu… Właśnie dlatego marzy mi się pracownia. Posłuchajcie.

Cygaro degustuję średnio raz na miesiąc (jak się uda!). Optymalnie byłoby raz na tydzień. Jak już to robię, to w określonym przedziale czasu wykrojonym z rodzinnych zasobów. Część czasu to zazwyczaj dojazd do lokalu. Godzina w tę i z powrotem – mógłbym w tym czasie zapalić cygaro! Tyle tytułem wstępu.

Jest słoneczne (przed)wiosenne popołudnie. Zjadłem dobry lunch, przede mną jeszcze kilka godzin pracy. Wracając spacerem po uliczkach krakowskiego Kazimierza nagle odnajduję w swojej wyobraźni obraz… wymarzonej pracowni.

Biurko przy oknie. Drewno. To główna potrzeba. Pomijając opis całości, moja myśl kieruje się w stronę… strefy relaksu. Wygodny fotel, stojąca lampka, regał z książkami – wysoki do sufitu. Skóra, drewno. Podążam za narracją marzenia…

Od nowa. Zjadłem dobry lunch… wracam do swojej pracowni. Po paru godzinach pracy opadam na fotel… Potrzebuję nowych sił!

Wymarzony kącik do relaksu. Skóra, drewno, książka i… cygaro. Zdjęcie: Haste Ye Back

Otwieram stojący vis-à-vis półek z książkami humidor. Dobywam z niego niewielkie cygaro. Małą przygodę ze smakiem i tradycją. Powiedzmy, Arturo Fuente Hemingway Short Story. Czterdzieści minut relaksu. Dawka inspiracji, świeżych skojarzeń i kojących obrazów… Wygładza się tafla przemęczonych myśli. Zbieram osobowość rozrzuconą po kątach multitaskingu.

Czy wiecie, co jest esencją degustacji cygara? To moc, dzięki której – nie ruszając się z fotela – możemy na chwilę całkowicie się oderwać. W kłębach dymu rozpływa się wszystko, co zaprząta nasz umysł, co nas martwi i niepokoi. Magia tropikalnych liści jest jak wehikuł czasu. Wyruszamy w podróż, która obfituje we wrażenia, a jednocześnie nie męczy. Po wszystkim uświadamiamy sobie, że na zegarku… jest ciągle ta sama godzina.

“Maybe it’s like becoming one with the cigar. You lose yourself in it; everything fades away: your worries, your problems, your thoughts. They fade into the smoke, and the cigar and you are at peace” – tak o magii cygarowego doświadczenia mówił aktor Raul Julia. Na zdjęciu cygaro Arturo Fuente Hemingway na tle mojej ulubionej filiżanki do kawy. Zdjęcie: Filip Obara

Może chodzi właśnie o to, by stać się jednym z cygarem. Zatracasz się w nim; wszystko dookoła gaśnie: twoje troski, twoje problemy, twoje myśli. Wszystko odpływa wraz z dymem i wtedy pomiędzy tobą i cygarem nastaje pokój.

Raul Julia

Dajcie znać w komentarzach, jakie jest Wasze wyobrażenie wymarzonej pracowni? A może już ją macie? 🙂

11 thoughts on “Marzy mi się pracownia…”

  1. Podoba mi się klimat pracowni ze zdjęcia, jest też w moim typie. Natomiast w trakcie czytanie tekstu miałam przed oczami taką sytuację – byłam kiedyś w zamku na wodzie w Wojnowicach. I tam taki młody chłopak nas oprowadził (nie jest to miejsce zbyt komercyjne) i dotarliśmy do miejsca coś w stylu “sekretariatu”. Miejsce na poddaszu, skrzypiące podłogi, specyficzny zapach starego drewna, drewniane biurko, małe okna. Popatrzyłam i mówię: “o tak mogłabym pracować”. On popatrzył na mnie zdziwiony i zapytał “Naprawdę?”. Także takie są moje klimaty.

    1. Zamek na wodzie brzmi nieźle, ale jestem pewny, że reakcja pracownika była związana nie tyle z romantyką miejsca, co z nastrojem, który towarzyszy mu raz w miesiącu, gdy widzi kwotę wypłaty na koncie… 😉 Pozdrawiam i życzę Ci stworzenia wymarzonej pracowni!

  2. 40 minut w kłębach dymu?
    Dlaczego nie, ale ten Twój drewniany gabinet spłonie szybciej.
    Książki do sufitu, skóra i drewno. Oj będzie się działo-).
    Mnie bardzo ciekawi, co Ty tak naprawdę palisz, Twoja wyobraźnia mi imponuje-).
    W pracowni się czyta, pije dobrą herbatę albo schłodzone wino i odpoczywa, a nie pali!
    Ja zawsze chciałam byc malarką, albo pisarką. Chciałam spędzac czas w wymarzonym gabinecie. Szklane ściany, dużo światła, przestrzeń i kwiaty. No i drzwi do ogrodu, pełnego kwiatów i drzew, nie jak w Wersalu, ale wszystko w nieładzie, żadnych rabatek.Jesienią moja pracownia oplątana dzikim winem, a zimą wokół płatki śniegu.
    No i żadnego palenia!
    Nawet cygara Arturo Fuente Hemingway!

    1. Haha! 😀 Już wiem, czego nie robić, jeżeli zaprosisz mnie kiedyś do swojej wymarzonej pracowni 😉 Dziękuję za komentarz, jak zawsze barwny, plastyczny, a przede wszystkim skłaniający do dyskusji i zastanowienia… Myślę sobie, że faktycznie wyobraźnia jest w tym momencie istotnym elementem mojej działalności pisarskiej… z jednej strony daje mi ona odskocznię od codzienności, z drugiej pozwala wierzyć, że piękno w świecie i w człowieku jest wartością nieprzemijającą, a słowo – pobudzone wyobraźnią – pozwala je nie tylko dostrzec, ale na swój sposób… celebrować 😉 Właśnie to sprawia mi przyjemność i radość – cieszę się, że mogę to z Wami (Czytelnicy) dzielić 🙂 Dziękuję Ci za wgląd w Twoją wymarzoną pracownię! I pasuje mi tu słowo gabinet, kojarzy mi się z dziadkiem, który w swoim gabinecie – a jakże! – palił fajkę 😛

  3. Fajnie tak pomarzyć, no więc dla mnie to zdecydowanie nieco skandynawski smak, minimalizm wnętrza, za to jest stolik drewniany lub małe biureczko, regał z ulubionymi książkami. Jakiś kubek z herbatą, w rogu piękny, miękki fotel a przy nim ładna lampa. Tam mogę pomyśleć, poczytać i odpocząć a to wszystko rozswietlone blaskiem okna, z widokiem na ogród. Muszę mieć swoje kwiaty na oku i drzewa, nie mogę żyć bez zieleni. Nawet zimą coś tam rośnie w doniczce. Chciałabym żeby to miejsce w ciągu dnia miało coś ze świeżości poranka, za to wieczorem tchneło nutką tajemnicy, dawało ukojenie. Na tablicy na ścianie zawieszę najnowsze widokówki z nowo odwiedzonych miejsc, krajobrazy i fotografie natury.

    1. Piękny opis wymarzonej pracowni! Najbardziej podoba mi się zestawienie dwóch motywów – świeżości poranka i nuty tajemnicy. No i piękny, miękki fotel – estetyka i wygoda w jednym 😉 Dziękuję i życzę Ci zaaranżowania takiej właśnie pracowni!

  4. Podstawowa sprawa to skórzany fotel obok którego znajduje się stojąca popielnica. Po lewej stronie Adorini Chianti Grande wypełniony zacnymi zacnościami, po prawej gablota wypeniona po brzegi butelkami z rumem. Nad głową wyciag. Przytłumione światło, w tle smooth jazz.

    Ach, rozmarzyłem się…

    1. Brzmi całkiem zacnie 😉 A w kwestii technicznej, jeżeli wywiew, to tylko bezgłośny – nic tak mnie nie denerwuje, gdy palę cygaro w lokalu, jak hałasująca (choć trochę) wentylacja 😛 Pozdrawiam i życzę, aby to marzenie nie poszło – nomen omen 😉 – z dymem…!

  5. Ach… jak tu doskonale widać, że wygląd wymarzonej pracowni jednak zależy od płci! 😉 W mojej także – żadnego palenia, za to dużo zieleni, obrazów i koniecznie widok na ogród…

    1. Haha! 😀 To prawda! Ale co poradzimy na to, że nasz umysł, ze swoimi szufladkami, tak nas warunkuje, że marzymy o przestrzeni zwanej popularnie… man’s cave 😛 Oczywiście również wyobrażam sobie biurko, książki, obrazy i grafiki na ścianach, pamiątki rodzinne i pamiątki z podróży… Zieleń za oknem jak najbardziej, ale jeżeli kwiaty wewnątrz – to tylko zasuszone! bo inne i tak bym prędko wykończył 😀 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.