Alec Bradley American Classic Blend

Poranna krotochwila w dolinie Connecticut

Zanim zająłem ogniem cygaro marki Alec Bradley, aromat już zapowiadał udaną degustację. Delikatny i drzewny z liścia okrywowego, trzcinowo-słodki i – co ciekawe – intensywniejszy, ze stopy. Aromaty i smaki cygara American Classic Blend zaprowadziły mnie na amerykańską prowincję, gdzie piękno krajobrazu łączy się z żyzną glebą, wydającą na świat liść okrywowy typu Connecticut Shade Grown…

Od raz po odpaleniu uderzyła mnie niesamowita korelacja wcześniejszego aromatu ze smakiem. Dał się czuć niesamowicie świeży i lekki cedrowy posmak okraszony solidną dawką trzcinowej słodyczy. W retrohale smaki te łączyły się, dając efekt jakby świeżo skoszonego siana…

Dwie melodie chodzą mi głowie… Jest 8:40 rano, jeszcze nigdy nie paliłem tak wcześnie. Spałem tak sobie. Siedziałem z kiwającą się głową, smarując masłem grzanki i słyszałem, jak bulgocząca moka wydaje z siebie życiodajną dawkę kofeiny. W myślach już miałem cygaro American Classic Blend. Wraz z tym obrazem kołatała mi w głowie melodia ze starego surfingowego filmu… Morning of the Earth

Scena z australijskiego filmu Morning of the Earth

Początkowo w smaku nie ma nic z oleistej kremowości typowej dla liścia Connecticut, uprawianego bez bezpośredniego dostępu słońca… Odrobina tego charakteru pojawia się, gdy z głośniczka JBL Go dolatuje druga z porannych melodii… I Wish I Was in Dixie… Poruszam delikatnie płozami bujanego fotela, z oddali słychać dźwięki bandżo i wesołe zaśpiewy… patrzę dokoła i… kontentuję się spokojną chwilą właściciela ziemskiego spoglądającego o poranku na dojrzewające pod przykryciem liście tytoniu… W smaku czuję chyba to, co niektórzy recenzenci cygar opisują jako tosty… 

American Classic Blend nie może smakować inaczej i nie może przywoływać innych skojarzeń. No więc, siedząc na balkonie na zimnej północy Polski, w zimne polskie lato, dzięki cygaru mam okazję… zjeść śniadanie na porczu wyglądającym ku plantacjom tytoniu wśród melancholijnych krajobrazów doliny rzeki Connecticut… Popijam czarną kawę, a w cygarze pojawia się nuta lekkiej ziemistości.

Cygaro zgasło dwa razy, popiół też średnio zbity. No cóż, mimo wszystko jest tak przyjemnie, że nie waży to na doświadczeniu. Na szczęście ciąg jest bez zarzutu. Z głośniczka leniwie sączą się stare melodie amerykańskiego południa. Smak miło zaskakuje profilem niezbyt typowym dla tego rodzaju wrappera.

Spalanie faluje, domagając się korygującego ognia, ale kto by się tym przejmował na zbitym z desek porczu, gdzieś wpośrodku amerykańskiej głuszy, gdy farmerski kalendarz zatrzymał się głęboko w XIX wieku. Pozostałe tytonie pochodzą z Nikaragui, z okolic Estelí i z doliny Jalapa. W tym drugim regionie tytonie są nieco bardziej słodkie, co czuć zarówno w aromacie, jak i smaku. Czuć też delikatną, nienarzucającą się pieprzność, w czym obstawiałbym wpływ regionu Esteli. Kawa szybko wystygła w ten early frosty morning, ale żona przyniosła ciepłe ciasto z jabłkami z przydomowego ogrodu (przepraszam, sadu!), co pozwala wytrzymać zimno.

Co jakiś czas do głosu dochodzi ciekawy profil smakowy, coś jakby faktura suszonych owoców, ale bez typowo owocowego smaku. Z czasem ten smak staje się wyraźniejszy, przechodząc w znany nam ze świątecznego stołu susz owocowy. W drugiej tercji na takiej bazie pojawia się przyjemnie słonawa nuta. Dźwięki muzyki mieszają się z odgłosami pracowitej prowincji – skrzypienie drewna, szczękanie metalu…

Przyjemne doświadczenie trwa aż do trzeciej tercji, a jedyną rzeczą, która może je przerwać, jest bieg dziennych wydarzeń, który nawet właścicielowi ziemskiemu nie pozwala siedzieć cały dzień i delektować się smakowitą lekkością bytu zwiniętą pomiędzy liście tytoniu…


REKOMENDACJA

Zaskakująco smaczne cygaro, biorąc pod uwagę jego cenę, lekką moc i niewielki format (corona – 5½ x 42). Doskonałe na poranną degustację w połączeniu z czarną kawą – najlepiej z amerykańskiego przelewowego ekspresu! Polecam z czystym sercem i sam z ciekawością oczekuję na leżący w podróżnym humidorze American Classic Sun Grown. A skoro Sun Grown, to może i pogoda okaże się bardziej łaskawa!

Zdjęcie: Filip Obara

6 thoughts on “Alec Bradley American Classic Blend”

  1. Właścicielu ziemski, trochę sponiewierany wyszedłeś na tej focie z cygarem, a raczej bez twarzy.
    Kawy nie pijam,cygar nie palę.
    Nie skusisz mnie tymi poetyckimi opisami. Gdybyś tak opisywał smak łyka wina np. australijskiego shiraz z Doliny Barossa, to bym się dała skusic.
    Kurcze, co tam jest w tym cygarze, że potrafisz się przenieśc do innej epoki, innego świata.Przychodzi Ci to z taką lekkością.
    Blogosławiony niech będzie ten urlop !
    Pozdrawiam!

    1. No wiem, wiem, ale cóż, taki wyraz twarzy czasem mam! Nie zawsze jestem instaperfekcyjny 😛 😛

      Co do wina – w to mi graj! Tylko że nie mam dostępu do takich precjozów… 🙁 Tak na poważnie, to bardzo chętnie kiedyś wejdę w temat, kocham wino, tylko że ono jest pod pewnymi względami inne niż cygaro. Wino to dla mnie rozkosz tego świata przede wszystkim towarzyska (wine brings people together, rzekłbym). A jak żona karmi i dzieciaki wymagają uwagi, to dla kogo ja mam otwierać całą butelkę? 😉 Ale nie przestawaj mnie zachęcać, bo czuję, że wspaniały świat wina również mnie wzywa!! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.