My Father La Opulencia

Herbata i pomarańcze od Leonarda Cohena

Posmakowawszy aromatycznego dymu, który uniósł się ze stopy cygara, pomyślałem i mogłem pomyśleć tylko jedno… My Father. Te dwa słowa, które na moment napełniły cały mój umysł, wyraziły satysfakcję, jaką odczułem powracając po raz kolejny do wyrobów rodziny Garcia i po raz kolejny nie doznając zawodu. Zapraszam do lektury recenzji cygara My Father La Opulencia!

Humidor podróżny marki Xikar. Cygara
Mój nieodłączny towarzysz podróżny humidor marki Xikar 🙂

Złego cygara My Father nie paliłem nigdy. To powitało mnie w sposób charakterystyczny dla marki i dla ciemnego meksykańskiego liścia okrywowego – smukłym kawowym profilem z nutą czarnego, ale nieostrego pieprzu. Po kilku pociągnięciach smak ten wzbogaca się o posmak czekolady, a przy wydmuchaniu dymu nosem pojawia się delikatnie skórzany posmak. Wrażeniom smakowym towarzyszy przyjemny słodki aromat…

Wiem, mina trochę niewyraźna 😀 Jako ojciec nie zatraciłem wprawdzie zdolności do odczuwania przyjemności, ale… bywam zmęczony 😛

La Opulencia znaczy bogactwo. Ale nie pobłądźmy w skojarzeniach! Nie chodzi oczywiście status majątkowy opływającego w luksus biznesmena produkującego miliony cygar rocznie! Taka symbolika blendu (mieszanki tytoniów składających się na cygaro) nie licowałaby ze skromnym charakterem nestora rodziny Garcia – José Pepina. Bogactwo, według narracji samych twórców, oznacza pozostające w rękach rodziny dobra natury wśród wulkanicznych wzgórz Nikaragui – plantacje El Pedrero, Las Lometas i La Bonita.

Jose Pepin Garcia - cygara My Father
José Pepin Garcia na jednej ze swoich plantacji. Zdjęcie: materiały producenta

Cygaro stanowi mieszankę nikaraguańskich tytoniów (w tym podwójny zawijacz) pochodzących ze wspomnianych wyżej farm, a wszystko zamyka ciemny czekoladowy meksykański liść typu San Andrés (uwielbiam smak tego liścia – występuje on choćby w znakomitym EP Carillo La Historia).

Z oddali dobiega kojąca melodia piosenki Suzanne (która skutecznie uśpiła najmłodszego syna), a zmarły już prawie trzy lata temu bard, jakby chciał uzupełnić te notatki smakowe swoją narracją… She feeds you tea and oranges that came all the way from China…

A szkoda, że nie z cygarem… Zdjęcie: Robert Krol / Reporter (via Tygodnik Powszechny)

W drugiej tercji smak nabiera ciekawego kontrastu. Pogłębia się „deserowy” profil, wpadając w posmak piernika zaprawionego nieco słonawymi orzeszkami, a jednocześnie przebijają się nuty bardziej wytrawne i znowu pobrzmiewa czarny pieprz, tym razem pikantniejszy. Z kolei retrohale uwydatnia słodki odcień charakteru cygara La Opulencia.

My Father La Opulencia - recenzja cygara

Leonard znowu wyczuwa moment… gdy spostrzegłem, że jestem już w trzeciej tercji, a więc degustacja powoli dobiega końca, w głośniku rozlegają się słowa pożegnania… So long Marianne…

Czas kończyć… Zdjęcie: Antonio Olmos/ Eyevine/ Redux (via macleans.ca)
Zdjęcie okładkowe: James Burke/The LIFE Picture Collection/Getty Images (via Mosaic Magazine)

Przestaję już zwracać większą uwagę, jakie nuty pojawiają się w cygarze, jest po prostu przyjemnie… Czuć posmak bardziej wilgotny, jakby nasączony kawą i rumem biszkopt tiramisu. Następnie zaskakuje mnie gorzka czarna herbata… She feeds you tea and oranges that came all the way from China…

REKOMENDACJA

La Opulencia jest inna niż typowy My Father, ze względu na liść San Andrés, a jednocześnie wpisuje się w dobrą passę marki, nieodmiennie dostarczającej doskonałej jakości cygar. Warto spróbować dla nietypowego, „deserowego” profilu i aby przekonać się, jak bardzo jest on wspólny dla tego typu liścia okrywowego. Paląc miałem wrażenie, że moc jest nieco bardziej wyczuwalna niż w innych liniach, więc może dłuższy czas leżakowania przydałby więcej balansu.

My Father La Opulencia - recenzja cygara
La Opulencia znaczy bogactwo: pozostające w rękach rodziny dobra natury wśród wulkanicznych wzgórz Nikaragui.

Więcej recenzji znajdziesz w dziale Dziennik cygarowych inspiracji!

9 myśli do „My Father La Opulencia”

  1. Jeszcze nie miałem okazji degustować tego cygarka, ale po takiej recenzji i rekomendacji nie mam innego wyjscia

    Ten meksykański wrapper robi robotę. Już w tylu cygarach go palilem i zawsze oferował smaczny dym.

    No i już wiem, co dziś popłynie z głośników dzisiejszego wieczora.

    Pozdrawiam z deszczowej Irlandii

    1. Mam nadzieję, że Ci podejdzie – daj znać! Jak dla mnie było troszeczkę za mocne, nie miało tego idealnego balansu, który cygarom My Father nadaje niepowtarzalnego charakteru przy właściwej dla tej marki mocy medium+

      Cieszę się, że Cię zainspirowałem, ale pocieszę Cię – na Pomorzu teraz też deszczowo! 😉

      A jak tam z cenami cygar w Irlandii? Bo w Anglii ze względu na podatki ceny mają szalone!

  2. Nie miałam okazji i nie będę miała na degustację tego cygara.
    Rekomendacje masz genialne.
    Czułam się jak w kuchni, bo i pierniki, orzechy, pieprz, tiramisu.
    Cohen bez cygara, Ty zmęczony.
    Może załóż sobie plantację tytoniu?
    Dowiedziałam się co to humidor. Co mnie tutaj jeszcze spotka?
    Nie spodziewałam się , że kopcenie daje takie natchnienie!-)
    Pozdrawiam-)

    1. Haha! Plantacja to wyższa szkoła jazdy, ale własny blend to marzenie chyba każdego miłośnika cygar 😉

      To ja się zastanawiam, co mnie spotka… z Twojej strony! 😀 Przypominam się z tekstem gościnnym, o którym rozmawialiśmy!

      Serdeczne pozdrowienia 🙂

    1. Co się odwlecze, to nie uciecze 🙂

      A blend to odpowiednik kupażu w winie (choć i tu stosuje się określenie blend), z tym że w winie łączy się różne szczepy, a w cygarach chodzi o łączenie tytoniów z różnych krajów.

      Blendy stosuje się też w whisky, ale bardziej cenione są single malty – inaczej w cygarach, gdzie blend nie jest postrzegany jako gorszy niż tzw. puro, czyli cygaro z tytoniu z jednego kraju.

      Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.