Alec Bradley It’s a Boy

Leniwe latte macchiato pod czereśnią

Okazją do degustacji tego cygara nie mogło być nic innego, jak narodziny mojego trzeciego syna. Alec Bradley It’s a Boy zaskoczyło mnie bardzo przyjemnym smakiem połączonym z niską mocą i równie niską ceną. Co ciekawe, słabe cygara posiadają dziś zazwyczaj liść okrywowy typu Connecticut, a w tym przypadku zastosowano wrapper określany jako Habano.

Alec Bradley It’s a Boy to doskonała w swojej skali realizacja idei cygara, które roboczo określę jako… niezobowiązujące. Mam na myśli cygaro, co do którego nie mamy wysokich oczekiwań, ponieważ stanowi niedrogi okazjonalny upominek i dlatego przystępujemy do degustacji po prostu „na luzie”.

Od pierwszego pociągnięcia uderza bardzo niewielka moc (zawartość nikotyny). Delikatne drewno zabarwione kremową fakturą, w którym dźwięczy nuta słodyczy, by następnie przejść w smak lekko maślany, wpadający w subtelnie słodką śmietankę. Format cygara (toro) nawiązuje do klasyki, jest długi i niezbyt gruby.

Od pierwszych chwil cygaro pokazuje, że jest ideałem w swojej klasie. Kosztuje dwadzieścia parę złotych przy wielkości, za którą w innym przypadku zapłacilibyśmy 20 zł więcej. Mając na uwadze cenę oraz niezwykle przyjemne, acz – jako się rzekło – niezobowiązujące doznania smakowe, można temu cygaru wybaczyć właściwie wszystko – to, że dość szybko się spala, to, że spalanie trzeba co jakiś czas poprawiać i to, że popiół sam odpada po zaledwie paru centymetrach.

Palenie tego cygara – a robię to siedząc pod czereśnią, gdy dzieci bawią się na trawie – jest jak leniwe sobotnie popijanie lekkiego, prawie niezauważalnie spływającego wgłąb gardła naparu z… okolicznych drzew i traw, ale wysubtelnionego przez proces produkcji cygara premium i zaprawionego śmietanką – taka lekka latte macchiato, przyrządzona przez gazdę w jakiejś górskiej chacie, z wkładem ze świeżo zebranej od krowy śmietanki.

Niespodziewany czar odnalazłem w cygarze Alec Bradley It’s a Boy. Każde doświadczenie cygarowe jest na swój sposób mistyczne, ale szczerze mówiąc w tak tanim cygarze się tego nie spodziewałem. A tu okazuje się, że zwinięte w podłużny kształt liście sprawiają wrażenie, jakby dosłownie wyssały lekkość letniego wieczoru z jego delikatnymi zapachami i sielankowym smakiem. Czyż nie tak powinno pachnieć i smakować cygaro stworzone do celebrowania narodzin dziecka? Miłego wrażenia dodaje retrohale (wydmuchanie dymu nosem, oczywiście bez zaciągania się!), dzięki któremu uwydatnia się słodko-orzechowa nuta.

Lekkość cygara jest nieporównywalna z innymi, takimi jak Perla del Mar, czy My Father Connecticut. To pierwsze pomimo jasnego liścia typu Ecuadorian Connecticut Shade ma znacznie bardziej obfite body i jest cięższe; drugie jest bardziej podobne, też proste i bardzo przyjemne, mające swój niepowtarzalny czar, ale też mocniejsze, no i… cena – za przyjemność z My Father w podobnym formacie trzeba zapłacić ponad 40 zł, choć oczywiście różnica w jakości jest niebagatelna!

Również Rocky Patel Vintage 1999 z liściem okrywowym typu Connecticut Shade było orzechowo, kremowo-maślane, ale te smaki były znacznie bardziej intensywne, masło dosłownie oblepiało wargi, co oczywiście świadczy o lepszej konsystencji cygara, ale znów! odbiera mu… niezobowiązującego charakteru. Z coraz większą ochotą czekam na swoje doświadczenie z Padrón Damaso, które zamierzam zapalić w ramach świętowania zakupu nowego samochodu, gdy odbiorę go od lakiernika. Podobnie intryguje mnie oczekujące w humidorze San Lotano Connecticut, choć akurat to z innego względu – ponieważ ma opinię cygara o stosunkowo niewielkiej mocy przy złożonym profilu smakowym.

Już wiem, że Alec Bradley It’s a Boy nie będzie ostatnim tego typu cygarem, jakie degustuję. Owszem, otwiera ono nowy etap w cygarowych poszukiwaniach i nowo odkrywa przede mną urok słabych cygar, od których zupełnie odszedłem na rzecz tych, które cechuje istna feeria smaków, a w których jednocześnie nie sposób nie zwrócić uwagi moc i cięższe body.

Myślę też, że dobrym pomysłem będzie połączenie tego tropu z innym, który objawił się niedawno, mianowicie z rozbudzonym zainteresowaniem cygarami o mniejszej średnicy, szczególnie w klasycznym formacie corona oraz w eleganckich formatach panatela i lancero.

Rekomendacja

Cygaro Alec Bradley It’s a Boy jest dla Ciebie, jeżeli szukasz czegoś niedrogiego do zapalenia z bliskimi na chrzcinach albo w okolicznościach opisanych w tekście. Natomiast, jeżeli masz ochotę na cygaro, które zachwyci Cię złożonością i jakością, sięgnij po coś z wyższej półki, na przykład niezawodne w takich przypadkach Padrón.

Zapraszam na Instagrama Manufaktury!

6 thoughts on “Alec Bradley It’s a Boy”

  1. Z dużą przyjemnością czyta się Twoje recenzje. Nienaganna polszczyzna, ogromny zasób słownictwa powoduje, że nawet opis przeciętnego cygara zachęca, by po nie sięgnąć.
    Moje gratulacje z okazji narodzin Synka.

    PS. Zaglądaj częściej na Forum i przypominaj nam się częściej, bo przyznam szczerze, że trochę zaniedbałem lekturę Twojego bloga, a to starata wielka…

    1. Cześć Tomku!

      Bardzo miło znowu Cię widzieć – dziękuję za sympatyczne słowa i oczywiście będę się przypominał! 🙂

      Jednocześnie doskonale Cię rozumiem, sam śledzę kilka blogów, ale czasu na czytanie jakoś nie przybywa… 😉 😛

      Pozdrawiam!

  2. Również spaliłem to cygarko po narodzinach syna, ale później poprawiłem czymś znakomitszym – RyJ Wide Churchill.
    It’s a boy to taki bardziej chwyt marketingowy 😉

    1. No coś w tym jest… choć uważam, że w tym przypadku chwyt marketingowy jest udany 😉 Ja przynajmniej byłem zadowolony, choć oczywiście zgadzam się, że nie jest to cygaro wysokich lotów 😉

    1. Dziękuję za odwiedziny i komentarz! To dla mnie bardzo ważne – jak są czytelnicy (i komentujący!), to jest motywacja do pisania! 🙂 😉

      Będzie więcej – w przygotowaniu teksty o San Lotano Connecticut i My Father La Opulencia.

      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.