Luna del miel. Białe miasta Kadyksu

Andaluzję zjechaliśmy od San José po Kadyks, klucząc wśród szczytów Sierra Nevada i błąkając się po wykładanych marmurem uliczkach Torremolinos. Codziennie kładliśmy głowy do snu w innym miejscu, a południowa Hiszpania napełniała nas swoimi smakami, zapachami i kolorami, z każdą chwilą coraz bardziej przywiązując do siebie nasze serca. Zapraszam do wspólnej wycieczki po położonej nad oceanem prowincji Cádiz.

Zachód słońca u wybrzeża Kadyksu. Zdjęcie: Pixabay

Południe Hiszpanii, zwane Orientem Europy, słynie z malowniczych białych miast leżących pośród gór i wód Półwyspu Iberyjskiego. Znajdziemy je wszędzie, jak Andaluzja długa i szeroka. Podobne miejsca możemy podziwiać na greckich wyspach (Santorini), czy też we Włoszech (Alberobello), ale śmiało można powiedzieć, że te andaluzyjskie – nie tylko z racji ich liczebności – stanowią ewenement na skalę światową. Ich czar przyciągnął mnie i moją żonę na dwa tygodnie naszej podróży poślubnej – tytułowej luna del miel.

Cádiz to nazwa jednej z prowincji, w których najsilniej odcisnęło się piętno panowania mauretańskiego i pozostałej po nim „białej architektury”. Jej ziemie pokrywają się z terenami Wybrzeża Światła (Costa de la Luz) – słonecznego pasma lądu szeroko wyglądającego na Ocean Atlantycki. Właśnie do tego zakątka Hiszpanii dziś Was zabiorę 🙂

Królowa białych miast – Vejer de la Frontera. Zdjęcie: Gerardo Almeida (Wikimedia Commons)

Nazwa pueblos blancos (białe miasta) pochodzi od olśniewająco białych murów, wzniesionych dawno temu przez Maurów, przybyłych z terenów dzisiejszego Maroka i z Półwyspu Arabskiego. W myśli architektonicznej iberyjskich przybyszów śnieżnobiałe domki były symbolicznym odzwierciedleniem szczęścia niebiańskiego, jakie miało ich spotkać po śmierci. Warto również wspomnieć, że wpływ owej architektury w XV wieku powędrował z powrotem za Morze Śródziemne – w Maroku bowiem powstało miasto Shafshāwan, wzorowane na andaluzyjskiej Vejer de la Frontera (z tym że obok białego, wyróżnia się w nim również kolor błękitny).

Gdzie słońce nie zachodzi…

Stolicą prowincji jest miejscowość o tej samej nazwie, określona przez lorda Byrona „Syreną Oceanu”. Kadyks to najstarsze miasto w Europie, założone przez Fenicjan około 1100 roku przed Chrystusem. Jego tradycje portowo-handlowe związane są z położeniem geograficznym. Jest usytuowane na wąziutkim półwyspie oddzielającym zatokę Kadyksu od Oceanu Atlantyckiego. Gdyby nie szerokie na kilkanaście metrów lądowe połączenie z resztą Półwyspu, miasto byłoby wyspą! Przypomnijmy, że właśnie tutaj Krzysztof Kolumb i Ferdynand Magellan rozpoczynali swe wiekopomne podróże, a Platon twierdził, że w tych stronach – za słupami Herkulesa (czyli Gibraltarem) –  znajdowała się mityczna Atlantyda.

Kadyks widziany z dachy katedry. To z tego miasta wypływały floty Krzysztofa Kolumba i Ferdynanda Magellana. Zdjęcie: Onepixel

Fama niesie po świecie informację, iż Kadyks jest miejscem, w którym słońce świeci… 364 dni w roku! Gdy oglądamy panoramę z punktu widokowego na południu miasta, rzuca nam się w oczy połyskująca wśródbiałych elewacji barokowa katedra. Jej wielka złota kopuła jest jak lustro odbijające miejski krajobraz, a blask, jakiego nadaje jej andaluzyjskie słońce potrafi oślepić. Kościół katedralny znajduje się tuż przy wybrzeżu, wokół którego rozciąga się plaża i deptak, tworząc doskonałą scenerię dla romantycznych spacerów – szczególnie przy zachodzie słońca.

Wśród jasnych kamienic i kościołów po ulicach rozbiegają się pełne pasji dźwięki flamenco, którym towarzyszy charakterystyczny stukot obcasów. Wnętrza kamienic kryją nierzadko większe skarby, niż można by sądzić po samych fasadach. Jedno z takich odkryć można poczynić przy calle Cervantes, gdzie za bramą niepozornego budynku spoczywa prawdziwa perełka wystroju secesyjnego z czasów Gaudíego. Można tam (w bardzoprzystępnej cenie) wynająć apartament od uroczej starszej Andaluzyjki o typowo hiszpańskim imieniu – Carmen.

Kadyks – wnętrze secesyjnej kamienicy przy Calle Cervantes. Zdjęcie: Filip Obara
Wnętrze kamienicy należącej do uroczej Carmen. Widok na część prywatną. Zdjęcie: Filip Obara

Miasto winnic i wybrzeże Muz

Wiele miejscowości w tej części Hiszpanii nosi przy swej nazwie przyrostek de la Frontera, a wszystko dlatego, że były to ziemie sporne pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami, które co jakiś czas zmieniały swą przynależność. De la Frontera znaczy po prostu „na granicy”, co można by ująć bardziej metaforycznie: na granicy dwóch religii, dwóch kultur – dwóch światów.

Jadąc na południe od Kadyksu wzdłuż Costa de la Luz napotkamy co najmniej trzy godne uwagi białe miejscowości, stanowiące obecnie popularne kurorty. Są to kolejno Chiclana de la Frontera, Roche i Conil de la Frontera. Głównym bogactwem tej okolicy są urodzajne gleby, słynące z jednych z najlepszych na świecie warunków pod uprawę winorośli. Dostaniemy tu znakomite wina z gatunków sherry, Rioja czy też miejscowego Chiclana de la Frontera.

Najsłynniejszą z wymienionej trójki jest Chiclana. Stanowi ona ważny ośrodek przemysłowy, słynący z wyrobu mebli i z pól golfowych (mieści się tam siedziba European Golf Society of Cádiz). Przy brzegu morza ciągnie się sześciokilometrowa plaża – Playa de la Barrosa – którą Sunday Times Travel Magazine wymienia jako jedną z pięciu najpiękniejszych plaż Hiszpanii. Od co najmniej stu lat inspiruje ona andaluzyjskich artystów. W tym urokliwym miejscu żył i tworzył romantyczny poeta Antonio García Gutiérrez, niektóre swe utwory napisał pianista i kompozytor Isaac Albéniz, a wirtuoz i legenda hiszpańskiej gitary, Paco de Lucia, poświęcił jej utwór La Barrosa.

Wybrzeże Muz – Chiclana de la Frontera i słynna Playa de la Barrosa, plaża będąca natchnieniem twórców. Zdjęcie: Filip Obara

Magia księżycowej plaży

Do Roche warto zajechać ze względu na niepowtarzalną plażę usytuowaną pomiędzy zabudową miejską a latarnią morską. W dzień traci ona sporo ze swego klimatu, ponieważ jest niewielka, a oblega ją gęsty tłum plażowiczów, lecz wieczorem, gdy nad wodą unosi się jedynie kilka rybackich wędek, plaża Calas de Roche rozpoczyna swoje drugie – nocne życie.

Spalona słońcem pomarańczowa ziemia w Calas de Roche. Zdjęcie: Filip Obara

Długa na kilkadziesiąt metrów leży u stóp pięknego urwiska z piaskowca o intensywnie pomarańczowym kolorze, wpadającym w czerwień. Dokoła rozciąga się majestat oceanu, z jednej strony błyska światło latarni morskiej, z drugiej zaś widać najbliższy kurort w Roche, położony nad urwiskiem. Sama plaża ukryta jest w takim zagłębieniu, że można by przejechać obok i nie mieć pojęcia o istnieniu tego niezwykłego miejsca. Ale właśnie dzięki  owej „przytulności” możemy kontemplować ciszę i spokój oceanicznego krajobrazu.

Plaża Calas de Roche rozciągająca się u stóp urwiska. Magiczne miejsce, schowane tak, że łatwo je ominąć. Zdjęcie: Filip Obara

Plaża w Roche jest idealnym miejscem na rozłożenie się z kolacją i smakowanie zakupionych wcześniej miejscowych przysmaków – owoców morza i wina. Noc nawiedzająca tę enklawę, potężną skałą oddzieloną od reszty świata, sprawia, że możemy poczuć się przeniesieni do baśniowej rzeczywistości. Fale oceanu, rozbijające się o skały, zdają się przywoływać dźwięki dawnych pieśni hiszpańsko-arabskich zaklętych wśród srebrzących się światłem księżyca odmętów Atlantyku. Księżyc w pełni oświetla plażę tak, że można by na niej czytać i oglądać pływające w oddali statki.

Calas de Roche. Zejście na plażę schowaną u stóp klifu. Zdjęcie: Filip Obara

Kościelne fiesty wśród białych domków

Barwne i tłumnie obchodzone święta religijne wpisane są w hiszpański modus vivendi równie silnie, jak flamenco i tapas. Niespotykana obfitość tego typu świąt występuje w Conil de la Frontera. Warto wymienić wszystkie, gdyż ich liczba jest imponująca – nawet jak na Hiszpanię.

Od 7 do 11 września odbywa się maryjne święto Patronki miasta (fiestas en honor a Nuestra Señora de las Virtudes). Również ku czci Bogurodzicy, Virgen del Carmen, słynącej w tych okolicach jako patronka rybaków, 16 lipca po okazjonalnej Mszy Świętej rusza ku wybrzeżu Atlantyku procesja z Jej figurą, w której biorą udział nawet… statki płynące wzdłuż brzegu! Z kolei każdego roku w niedzielę poprzedzającą dwudziestego stycznia ma miejsce pielgrzymka św. Sebastiana, Patrona miasta (romería de San Sebastián), w ramach której figura Świętego niesiona przez mieszkańców wędruje do pobliskiego sosnowego gaju El Colorado. W maju odbywa się święto Krzyża Pańskiego (Cruces de Mayo), podczas którego wystawiany jest wielki krzyż ustrojony barwnym kwieciem lata.

Procesja z figurą Virgen del Carmen idąca ulicami Conil de la Frontera. Zdjęcie: Juan Carlos Rodriguez

Conil nie jest oczywiście w tyle za innymi miastami Hiszpanii w organizowaniu słynnych Semana Santa, czyli uroczystych procesji Wielkanocnych. Obnoszona jest wówczas platforma z Ukrzyżowanym Zbawicielem oraz przepiękna figura płaczącej Matki Bożej Bolesnej. Organizuje się tu także procesję na cześć św. Katarzyny Aleksandryjskiej (procesión de la Santa Catalina de Alejandría), podczas której – ma się rozumieć – ulicami miasta wędruje figura starożytnej Dziewicy i Męczennicy.

Ale na tym nie koniec. Czy istnieje w Conil jakieś święto podobne do dobrze nam znanych słowiańskich zwyczajów? Oczywiście! Co roku w czerwcu, w noc św. Jana, ludność andaluzyjskiej Conilde la Frontera obchodzi… Sobótkę Świętojańską! Paląc ogniska na wodzie i śpiewając pieśni, podobnie jak ma to miejsce w poemacie Jana z Czarnolasu.

Królowa białych miast

Vejer de la Frontera to miasteczko położone na wzgórzu, pełne wąskich uliczek prowadzących to w górę, to w dół wśród śnieżnobiałych murów. Fascynujący ewenement stanowi tu połączenie spontaniczności i jedności architektonicznej – pozornie nic do siebie niepasuje, budynki wyrastają bez żadnego z góry ustalonego porządku, a jednak, gdy patrzymy na całość, widzimy zachwycająco spójny krajobraz miejski, w który można wpatrywać się jak w arcydzieło malarstwa. Oczywiście poruszanie się tam samochodem nie jest łatwe, a przejazd tak wąskimi i krętymi uliczkami to w niektórych przypadkach nie lada wyczyn.

Secesyjna fontanna w centrum Vejer de la Frontera. Zdjęcie: Filip Obara

Vejer inaczej zachwyca w dzień – inaczej w nocy. Wówczas oddziela się swą bielą od czarnej zasłony nocy i, zachowując spokój ustronnego miasteczka, roztacza swą romantyczną, oniryczną atmosferę. Warto skorzystać z ofert hoteli mieszczących się w białych budynkach, do których wchodzi się z wąskich kamiennych uliczek. Z balkonów możemy podziwiać miasto i księżyc, który jakby sprawował pieczę nad spokojną osadą na wzgórzu, zbudowaną przez Maurów, a zamieszkałą przez potomków dawnych uczestników rekonkwisty. Oprócz rdzennych mieszkańców możemy tu spotkać również przybyszów z Wielkiej Brytanii – w tym lordów mieszkających we wschodniej odnodze miasta.

Obecność muzułmanów w Vejer przypomina nam czarny pomnik mauretańskiej niewiasty (la mujer vejeriega). Jej zasłonięta twarz zwrócona jest w stronę miasta i spogląda ku niemu jednym okiem widocznym spod burki, jakby zatrzymała się w zadumie podczas drogi do domu i chciała odgadnąć, co mieści się dalej – za linią horyzontu i spiętrzonym krajobrazem białych fasad. Charakterystyczny strój posągowej niewiasty jest świadectwem wyjątkowo wymyślnego fanatyzmu tamtejszych wyznawców Mahometa, którzy zmusili swoje kobiety (zwane las cobijadas) do noszenia takiego właśnie ubrania, odsłaniającego jedynie jedno oko. Co ciekawe, las cobijadas można było zobaczyć na ulicach Vejer jeszcze w XX wieku – aż do roku 1936, kiedy strój ten został zakazany, ponieważ ukrywali się pod nim rozmaitej maści kryminaliści.

Pomnik czarnej niewiasty w Vejer de la Frontera. Zdjęcie: Emilia Górska-Obara

Nie tylko Cádiz…

Osobny wpis można by poświęcić mniej znanym, ale również atrakcyjnym miejscowościom, takim jak El Gastor, Algodonales czy Castellar de la Frontera. Są to doskonałe miejsca dla osób spragnionych spokojnego wypoczynku, z dala od gwaru miasta i nadmiernego natłoku turystów. Położona w górach, w sąsiedztwie Parku Narodowego Grazalema, osada El Gastor jeszcze w XX wieku była połączona z resztą świata jedynie konną dróżką wiodącą przez Algodonales (gdzie znajdziemy dziś atrakcyjne trasy rowerowe).

El Gastor stanowi obecnie znakomity punkt wypadowy dla amatorów rekreacji na łonie natury. Do osobliwości tego miejsca należy pietyzm, z jakim mieszkańcy organizują obchody Bożego Ciała (w Hiszpanii zwanego po łacinie Corpus Christi). Wstęp do przygotowań uroczystości trwa prawie cały rok, a w wigilię święta sąsiedzi prześcigają się, kto piękniej ustroi ulicę i zbuduje okazalszy ołtarz, na którym będzie wystawione Najświętsze Ciało Zbawiciela – dlatego warto być na miejscu już w przeddzień. Castellar natomiast został zbudowane jako średniowieczna twierdza na szczycie góry, skąd rozciąga się widok na wybrzeże Afryki, zatokę Algeciraz i Skałę Gibraltaru. Jednocześnie wielu miast, takich jak Jerez czy Arcos de la Frontera, nie zdążyliśmy odwiedzić…

W drodze z Rondy do Vejer de la Frontera – Park Narodowy Sierra de Grazalema. Zdjęcie: Filip Obara

Jest na świecie wiele miejsc, które fascynują egzotyką i przypominają scenerię kolorowego snu. Andaluzja zaś, mając po trochu z tego wszystkiego, zachwyca swą prostotą, świeżością i autentycznością. Kto razpoczuł jej atmosferę oraz wspaniałą harmonię natury i gorącego ludzkiego ducha, zakocha się na zawsze w tej niezwykłej południowej krainie. A kto raz pokochał Andaluzję, będzie do niej powracał na różne sposoby, ciałem i myślą i zawsze zatęskni, gdy w sercu odezwie się echo flamenco i zabrzmią słowa dumnej ludowej pieśni: Andalucía mi tierra, yo soy del Sur

Zachęcam do poszukiwania ducha Andaluzji w tych, które opisałem i wielu innych białych miasteczkach!

Jadąc przez Park Narodowy Sierra de Grazalema. Zdjęcie: Filip Obara

4 myśli do „Luna del miel. Białe miasta Kadyksu”

  1. Andaluzja! Odżyły wspomnienia. Przyjemnie poczytać. Też tam podróżowałem – w samym Kadyksie tylko 1 dzień. Z pewnością warto tam w wiele miejsc pojechać. Urzekająca jest także Ronda. Przytaczam inne przysłowie andaluzyjskie: “Nie ma większego nieszczęścia niż być ślepcem w Grenadzie”. Grenada – tierra sonhada. Przydomek “de la Frontera” staje się niemal paneuropejskim. Dzięki za relację i ładne zdjęcia!

    1. Zgadzam się – Ronda i Granada to jedne z miejsc, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Ta pierwsza, na styku kultur oddzielonych imponującym mostem, druga – z bajecznym zamkiem górującym nad miastem pełnym przepięknych uliczek i klimatycznych lokalnych “trzecich miejsc”, takich jak tętniące flamenco i rzewnymi balladami śpiewanymi przy towarzyszeniu gitary jaskinie w Sacromonte… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.