Filozofia Twin Peaks? Kawizm

Myślałem, myślałem… i nie wymyśliłem. Próbowałem pisać o Twin Peaks w sposób zrozumiały dla tych, którzy nie weszli w ten świat (trudno nazwać go po prostu „serialem”). Doświadczenie tej fikcyjnej rzeczywistości jest tak niepowtarzalne, a ona sama tak bardzo przełamuje granice pomiędzy ekranem a tym, co realne, że pisać dla „niewtajemniczonych” nie sposób. Będzie o kawie. Zapraszam.

Czy wiecie, ile filiżanek kawy wypili bohaterowie dwóch pierwszych sezonów? Wyliczenia dokonali twórcy aplikacji „LET’S ROCK!” i jest to liczba 216. Ponadto jeden z portali naliczył siedemdziesiąt werbalnych wzmianek o kawie. Jednak nie o ilość idzie, a nawet nie o różne imponderabilia, takie jak rodzaj ziaren i sposób ich przyrządzenia. Nie o smak nawet, ani o aromat – choć te wywołały anielski uśmiech na twarz agenta Coopera, gdy próbował swą pierwszą kawę w Great Northern.

Filary filozofii Twin Peaks w ujęciu kawowym:

  • doświadczenie,
  • źródło stałości w niestałym świecie.

Był rok 1969, styczeń w stanie Pensylwania. Piętnastoletni Dale wracał z obozu skautowskiego, obsesyjnie oczekując czegoś, co mógłby uznać za swoje pierwsze „doświadczenie”. Autostopem. Bez wiedzy rodziców. Z plecakiem i nieodłącznym już wtedy dyktafonem. Była to podróż, podczas której przyszły bezkompromisowy agent FBI po raz pierwszy i ostatni zobaczył piersi niejakiej April – swojej nauczycielki literatury, jak się później okazało.

Wówczas też… wypił swoją pierwszą kawę.

Restauracja Post and Beam przy drodze nr 487. Pierwsza w życiu filiżanka kawy, potem druga. Serce przyspieszyło… Czuję się jakbym biegł z dużą prędkością, krzycząc przy tym jak Indianin. Myślę, że mogę to uznać za swoje pierwsze doświadczenie – zarejestrował dyktafon.

Ma się rozumieć, historia ta jest jeszcze bardziej fikcyjna niż sama postać agenta specjalnego Dale’a Coopera. Pochodzi ona z książki The Autobiography of F.B.I. Special Agent Dale Cooper: My Life, My Tapes napisanej przez Scotta Frosta (brat Marca). Ale to nie ważne. Podobnie jak nie jest ważne, że Twin Peaks nie istnieje, bo i tak każdy, kto tam „był”, stał się jego częścią.

Dale Cooper VS. Okakura Kakuzō

Herbata bowiem nie ma arogancji wina, zadufania kawy, czy afektowanej niewinności kakao – pisał Okakura Kakuzō w Księdze herbaty. Użyte w polskim tłumaczeniu zadufanie to w oryginale self-consciousness. Można to tłumaczyć dwojako – jako samoświadomość i właśnie jako nadmierne skupienie na sobie.

Szukając metody dla ujęcia filozofii kawy w Twin Peaks, nie sposób pominąć słynnego traktatu poświęconego jej dalekowschodniej konkurentce. Japończycy słowem herbata opisują stan i charakter człowieka, a sam delikatny napar z aromatycznych liści stanowi bodaj najważniejszy symbol ich kultury.

Mówiąc o herbacie, twierdzi Kakuzō, mówimy o całej kulturze i człowieku jako takim. W filozofii herbateizmu zawiera się dewiza, aby poszukiwać piękna w ukryciu. Herbateizm to skupienie, rytuał, codzienność przeżywana wewnętrznie, z namaszczeniem.

Japoński uczony rzuca rękawicę zarówno miłośnikom nektaru bogów, jak i napitku z palonych ziaren. Jego wywód snuje się niczym spływająca harmonijnie do czarki subtelna biała herbata. Jednak nie dajmy się zwariować! Tak jak ocean ma różne prądy, tak ziemski glob, nosząc na sobie przedstawicieli różnych kultur, cechuje się zróżnicowanym tempem i rytmem życia.

Społeczeństwo herbateistyczne to zdyscyplinowany zbiór jednostek, które odnajdują moment wytchnienia w pawilonie herbacianym, w zacisznym wnętrzu domu – na dnie rozgrzanej czarki.

Społeczeństwo „kawistyczne”? Na przykładzie mieszkańców Twin Peaks, to organizm mniej skontrastowany. Kawa nie stanowi dla nich oderwania od codziennej, pędzącej rzeczywistości. Jest jej częścią. Nie parzą jej z pietyzmem, nie delektują się, przymykając oczy. A jednak – jest ona filarem ich świata.

Kawa to doświadczenie społeczne. Głęboko zakorzeniony archetyp gościnności, unoszący ponad antagonizmy i animozje. Wystarczy przypomnieć sobie scenę, gdy szeryf Truman zmuszony jest odpowiadać na pytania upierdliwego agenta, prowadzącego śledztwo przeciwko Cooperowi. Nie ma dyskusji, nie ma sympatii. Pomimo to, po zakończeniu nieprzyjemnej rozmowy, szeryf mówi: Poczęstuj się kawą, jak będziesz wychodził. Co komentuje pewien autor: Ponieważ każdy, nawet kretyn, zasługuje na filiżankę kawy w Twin Peaks.

Agent Cooper jest jak lustro dla społeczności Twin Peaks. W jego umiłowaniu kawy odbija się filozofia miasteczka położonego u stóp szczytów White Tail i Blue Pine. Przybywając, zachwycił się zapachem rosnących wszędzie daglezji, po czym stał się wyrazicielem filozofii, która płynęła w żyłach mieszkańców w sposób bezwiedny, nieuświadomiony.

Kawizm w wydaniu Dale’a Coopera ma wiele odcieni. Można by o nim powiedzieć tyle, ile o samej barwnej osobowości ekscentrycznego agenta. Ten tekst wkroczyłby jednak w kategorię TLTR, dlatego wspomnę jeszcze o jednym aspekcie, mianowicie „coachingowym”. Uwydatnia się on podczas jednej z wizyt w barze Double R. Coop mówi do szeryfa Trumana:

Harry, zdradzę ci mały sekret. Każdego dnia, raz dziennie, zrób sobie prezent. Nie planuj tego, nie czekaj na to, pozwól, by to się stało. Może to być nowa koszula w męskim sklepie, krótka drzemka na biurowym fotelu albo dwie filiżanki dobrej, gorącej, czarnej kawy. Takie jak te.

1991 – 2016 [uwaga spojler]

Pod koniec drugiego sezonu Laura mówi do Coopera: Zobaczymy się za 25 lat. Trzeci sezon, nagrany faktycznie po dwudziestu pięciu latach, kończy się znowu w Twin Peaks. Nic jednak nie jest już takie, jak było.

Twin Peaks: The Return to filmowy zapis odysei Agenta Specjalnego Dale’a Coopera do miasteczka, w którym zostawił swoje serce. Tym, co trzymało Odyseusza przy życiu była myśl o żonie, synu i królestwie. Twin Peaks, jako odnaleziony matecznik protagonisty serialu, nie jest wprost jego domem, jednak wzywa go do siebie.

Niesamowita siła tego dzieła tkwi w tym, że traktując o sprawach najważniejszych dla ludzkiej egzystencji i dokonując tyleż przenikliwej, co bolesnej analizy stanu ducha współczesnego człowieka, jego twórcy potrafią zogniskować narrację i uwagę widza wokół drobnego szczegółu, jakim jest filiżanka kawy. Przez cały trzeci sezon, oglądając Coopera pogrążonego w swoistym letargu, czekamy nie na to, że rozwiąże on zagadkę Czarnej Chaty, nie na to, że uratuje Laurę z koła zła… Nie. Czekamy tylko na jedno. Na jego uśmiech i reakcję, gdy przebudzony przystąpi do ceremonialnej degustacji placka wiśniowego i Cholernie Dobrej Kawy.

Kawa staje się tu symbolem przywróconego ładu świata. Jest elementem, dzięki któremu Lucy odróżnia prawdziwego Coopera od złego doppelgangera. Kawa jest wreszcie tym elementem, który w podlegającym degradacji i problemom współczesności Twin Peaks symbolizuje stałość. Zwróćmy uwagę na końcówkę trzeciego sezonu. Twin Peaks i jego postacie są cieniami samych siebie, Cooper przestaje być ideałem, do którego twórcy przywiązali widzów ćwierćwiecze wcześniej. Mało tego. Zaciera się całkiem granica pomiędzy serialem a rzeczywistością. W domu państwa Palmerów mieszka inna osoba – będąca w rzeczywistości właścicielką tej nieruchomości.

Jedynie mijane po drodze Double R Diner pozostaje takie samo. Cholernie Dobra Kawa i placek wiśniowy (that’ll kill ya!) nie podlegają degradacji.

Norma wypowiada umowę franczyzową i zachowuje RR dla siebie. Placek pozostaje taki, jaki był. Domowy, z ekologicznych składników. Kawa pozostaje ta sama. A tak na marginesie, pewnie zwróciliście uwagę, że jedynie miłość Normy i Big Eda kończy się happy endem 🙂

Kawizm – czym jest dla Coopera?

  • Katalizatorem trudów powołania do bycia Agentem Specjalnym Federalnego Biura Śledczego.
  • Eliksirem, który zmniejsza na chwilę poziom stresu, by zaraz zwiększyć wydajność.
  • Totemem przywracającym równowagę z skołowanym świecie walki dobra ze złem.

Polecam moją playlistę utworów inspirowanych Twin Peaks!

I tablicę pełną Cholernie Dobrej Kawy:

3 thoughts on “Filozofia Twin Peaks? Kawizm”

  1. Żyjemy w śnie, ale któż jest śniącym i czy cholernie dobra kawa jest nas w stanie przywrócić do rzeczywistości?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.